10 rzeczy, których nigdy nie powinieneś udostępniać w mediach społecznościowych

13

Media społecznościowe nie były chwilową modą. Już w 2009 roku ugruntowali swoją pozycję dominującej siły w interakcjach online, a liczby z tego okresu potwierdzają, jak głęboko zakorzenione są ich korzenie. W tamtym czasie znaczna część populacji dorosłych użytkowników Internetu była już online. Trzydzieści pięć procent dorosłych miało co najmniej jeden profil. Ponad połowa z nich posiadała dwa lub więcej profili. Jeśli byłeś młody, w wieku od 18 do 24 lat, prawie na pewno byłeś obecny w Internecie. Trzy czwarte tej grupy demograficznej korzystało z Internetu, tworząc cyfrowy ślad wykraczający daleko poza ich fizyczną rzeczywistość.

Motywacja była prosta. Ludzie chcieli komunikacji. Pew Research Center szczegółowo śledziło to zachowanie. Odkryli, że 89 procent młodych użytkowników korzystało z Internetu głównie po to, by mieć oko na znajomych. Kolejne 57 procent korzystało z tych platform do organizowania spotkań. Prawie połowa przyznała, że ​​korzysta z serwisów internetowych, aby poznać nowych ludzi. To było cyfrowe spotkanie miejskie.

Platformy były różnorodne. Facebook nabierał tempa. MySpace pozostał silnym graczem. LinkedIn wkroczył na arenę zawodową. Potem byli niszowi gracze, tacy jak Friendster, Urban Chat i Black Planet. O Twoją uwagę rywalizowało ponad sto różnych witryn, z których każda obiecuje połączyć Cię z kimkolwiek i gdziekolwiek. Ale był haczyk. Internet jest domyślnie przestrzenią publiczną. To, że udostępniasz informacje „przyjaciołom”, nie oznacza, że ​​są one bezpieczne. Łatwo dać się wciągnąć w przypływ dopaminy w postaci polubień i komentarzy. Łatwo zapomnieć, że dane są trwałe.

Niebezpieczeństwo leży w ustawieniach. Większość ludzi intuicyjnie to rozumie, ale wiele osób nadal nie ma pewności co do ustawień prywatności. W tym samym badaniu Pew podkreślono zaskakującą statystykę. Czterdzieści procent użytkowników pozostawiło swoje profile całkowicie publiczne. Każdy, łącznie z nieznajomymi, mógł zobaczyć ich posty. Tylko 60 procent podjęło decyzję o ograniczeniu dostępu do przyjaciół, rodziny i współpracowników. To właśnie w tej luce kryje się ryzyko. Udostępnianie danych osobowych osobom, które Cię nie znają, to szybka recepta na kłopoty.

Potrzebujesz listy rzeczy, które należy zachować w tajemnicy. Nie wszystko musi znaleźć się na osi czasu. Są pewne rzeczy, które po opublikowaniu mogą cię prześladować. Omówimy dziesięć z tych rzeczy. Zacznijmy od pierwszego.

10: Rozmowy osobiste

Kiedy publikujesz fragment rozmowy ze znajomym, możesz pomyśleć, że dzielisz się zabawnym momentem. Nie rób tego. Ujawniasz rozmowę, która nie była przeznaczona do użytku publicznego. Nawet jeśli nie używasz nazw, szczegóły można śledzić. Kontekst pozostaje. Odbiorca tej rozmowy nie wyraził zgody na udział w Twojej transmisji.

To nie jest tylko kwestia etykiety. To kwestia bezpieczeństwa i zaufania. Jeśli udostępnisz prywatne dane na forum publicznym, stracisz kontrolę nad narracją. Informacje te można zapisać w postaci zrzutu ekranu. Można go przekazać dalej. Można to później wykorzystać przeciwko Tobie, czy to podczas rozmowy kwalifikacyjnej, czy podczas osobistej kłótni.

Trzymaj rozmowy tam, gdzie ich miejsce. Wiadomość osobista. E-mail. Osobiście. Opuść plac publiczny, aby zobaczyć najważniejsze wydarzenia, a nie plotki zza kulis. Internet ma długą pamięć. Twój przyjaciel może ci wybaczyć. Nieznajomy żywiący urazę nie może przebaczyć.

9: Plany społeczne

Cyfrowy odpowiednik głośnika to nie tylko zagrożenie dla prywatności, ale także potencjalna katastrofa w zakresie etykiety. Kiedy publikujesz zdjęcia, filmy lub długie aktualizacje tekstowe na swojej tablicy na Facebooku, pamiętaj, że każdy może je zobaczyć. Odbiorcy prywatnych wiadomości? Tylko nadawca i odbiorca. Traktuj prywatne wiadomości jak e-maile. Pozostają pomiędzy dwojgiem ludzi. Twoja ściana? To jest scena publiczna.

Jeśli nie powiedziałbyś tego swojemu szefowi, ciotce lub nieznajomemu na ulicy, nie publikuj tego.

Nie ma oficjalnego przewodnika po etykiecie na Facebooku. Musisz poruszać się po tym mrocznym świecie zachowań w mediach społecznościowych, kierując się własnym zdrowym rozsądkiem. Główna zasada jest prosta. Czy ogłosilibyście kryzys osobisty swojej dalszej rodzinie i współpracownikom? Najprawdopodobniej nie. W takim razie nie rób tego w Internecie.

Pomyśl o efekcie fali. Zdjęcie opublikowane na imprezie może ukazać Cię w kompromitującej pozycji. Aktualizacja statusu zerwania może wydawać się nieporządna przyszłemu pracodawcy. Ściana przeznaczona jest dla szerokiego grona odbiorców. Wiadomości przychodzące mają charakter intymny. Trzymaj je oddzielnie.

To prowadzi nas do kolejnej ważnej kategorii zaangażowania cyfrowego. Sposób, w jaki zarządzasz swoimi planami społecznościowymi online, odzwierciedla Twoje granice w świecie rzeczywistym.

Powiadamianie wszystkich o każdym swoim ruchu jest nie tylko niegrzeczne. To ryzykowne.

Publikując plany obiadów, udostępniasz coś więcej niż tylko plan podróży. Zgłaszasz swoją nieobecność wszystkim osobom obserwującym Twój profil. Twoi bliscy przyjaciele mogą poczuć się urażeni. Szeroki krąg znajomych? Widzą po prostu hałas. Ale prawdziwym niebezpieczeństwem nie jest zranienie uczuć. To jest bezpieczeństwo.

Wyobraź sobie. Były partner, z którym nie rozmawiałaś od lat, sprawdza Twój status. Widzi, że spotykasz się z nową osobą w konkretnym barze. On wie, gdzie będziesz. On wie kiedy. Co mogłoby go powstrzymać przed pojawieniem się tam? Nic. Nie chcesz się tego uczyć w praktyce. Konsekwencje mogą sięgać od niezręcznej sceny po rzeczywistą przemoc. To Twoja wina, że ​​upubliczniłeś te dane.

Jeśli organizujesz imprezę, korzystaj z prywatnych wiadomości. Wyślij zaproszenie e-mailem. Trzymaj to w kręgu zaproszonych osób i organizatorów. Nikt inny nie musi wiedzieć, gdzie dzieje się chaos. Jeśli dopiero próbujesz swoich sił na spotkaniu grupowym, poznaj mechanikę. Twój profil jest publiczny. Każdy może zobaczyć projekt. Nie zakładaj prywatności tam, gdzie jej nie ma.

8: Łączenie witryn

To prowadzi nas do kolejnej częstej pułapki. Łączenie kont społecznościowych z innymi usługami. To wygodne. Jedno kliknięcie, aby się zalogować. Ale zwiększa twoją powierzchnię ataku. Każda połączona witryna to kolejne drzwi, które można otworzyć. Jeśli jedno konto zostanie naruszone, inne mogą pójść jego śladem. Sprawdź swoje uprawnienia. Odwołaj dostęp, którego nie potrzebujesz. Im mniej połączeń, tym bezpieczniejszy jesteś.

7: Informacje o firmie

Wzajemne przenikanie się platform jest nieuniknione. Ponieważ ponad połowa użytkowników mediów społecznościowych przemieszcza się między witrynami, Twój cyfrowy ślad to sieć, a nie seria izolowanych silosów. Łączenie kont może wydawać się wygodne: to logowanie jednym kliknięciem, uproszczony kanał aktualności. Ale oznacza to również, że Twoja profesjonalna marka i osobisty chaos znajdą się w tym samym kodzie pocztowym.

Opublikuj na Facebooku coś banalnego: żart, skargę lub zdjęcie, które samo w sobie wydaje się nieszkodliwe. Teraz wyobraź sobie, że ten profil jest powiązany z Twoim kontem LinkedIn. Twój szef to widzi. Kontekst się zmienia. Żart staje się nieprofesjonalny, skarga staje się nieposłuszeństwem. Twoja praca jest nagle zagrożona.

Podział na „dom” i „biuro” został zatarty wiele lat temu. To mit, którego się trzymamy dla własnej wygody.

Weźmy przypadek z 2009 roku, który wciąż jest cytowany w podręcznikach HR. Pracownik wziął zwolnienie lekarskie na weekendową zmianę, powołując się na chorobę. Mam dzień wolny. Następnie zamieścił zdjęcie na Facebooku. I oto on – na imprezie. Żywy i zdrowy. Obraz szybko się rozprzestrzenił. Zarząd go widział. Zaangażował się dział HR. Został zwolniony.

Nie dlatego, że był na imprezie. I za kłamstwo, że jestem chora. Ale mechanizm polegał na naruszeniu poufności danych. Połączenie. Żadnych granic.

Łącząc swoje konta, świadomie decydujesz się na połączenie tych światów. Nie ma już sfery prywatnej. Każdy post może stać się potencjalnym dowodem. Każdy „znajomy” jest potencjalnym świadkiem.

Zastanów się, jak organizujesz swoją obecność w Internecie. Czy tworzysz sztuczny podział? A może akceptujesz fakt, że algorytm nie dba o Twoje intencje? Połączenia są dla niego ważne. A kiedy te połączenia zostaną wykonane, ściany runą.

Nie publikujesz już treści tylko dla swoich znajomych. Publikujesz go w swojej sieci. Twoja sieć obejmuje osoby, które znają Twojego pracodawcę. Ludzie szanujący hierarchię. Ludzie, którzy mogą zakończyć Twoją karierę jednym kliknięciem przycisku Dalej.

Kiedy więc naciśniesz „publikuj”, zadaj sobie pytanie, kto to zobaczy. Nie tylko widoczna lista kontaktów. Rozbudowana sieć. Kontakt trzeciego poziomu. Zalecenie algorytmiczne.

Ponieważ w połączonym świecie prywatność jest zjawiskiem, którego należy bronić. Nie jest instalowany domyślnie.

Właśnie zostałeś awansowany. Twoim pierwszym pragnieniem jest dzielenie się tą radością ze wszystkimi. Nie rób tego. Jeśli ten wzrost daje konkurentowi przewagę, nie jest to już wiadomość. To jest dźwignia nacisku. To samo tyczy się dużych projektów czy planów ekspansji biznesowej. Zachowaj tę informację dla siebie.

Badanie Sofii dotyczące szpiegostwa korporacyjnego ujawniło zdumiewającą statystykę: 63% firm boi się tego, co ich pracownicy publikują w Internecie. To nie jest paranoja. To jest zarządzanie ryzykiem. Jeśli naprawdę chcesz się czymś podzielić, użyj prywatnego adresu e-mail. Nie na LinkedIn. Nie na Twitterze. Osobisty e-mail.

Niektórzy pracodawcy traktują to tak poważnie, że całkowicie zakazują korzystania z Facebooka w miejscu pracy. Działy IT filtrują adresy URL i całkowicie blokują dostęp. Nie ufają ci. I robią to dobrze.

Zdjęcia Twoich dzieci

Wydaje się nieszkodliwe. Ale to nieprawda.

Publikowanie zdjęć swoich dzieci jest bezpośrednim kanałem socjotechniki. Myślisz, że to urocze. Hakerzy widzą cel. Widzą lukę w Twoim życiu osobistym, którą można wykorzystać przeciwko Twoim referencjom korporacyjnym.

Dlaczego ludzie publikują te zdjęcia? Aby potwierdzić swoje znaczenie. W imię kontaktu z innymi. Ale cena jest zbyt wysoka.

Pomyśl o danych, które wyciekają. Nazwy szkół. Codzienne czynności. Miejsca. Urodziny. Wszystko to tworzy profil. Profil, którego można używać do odpowiadania na pytania zabezpieczające. Lub, co gorsza, stworzyć wysoce spersonalizowaną wiadomość phishingową.

Nie zostawiłbyś otwartych drzwi wejściowych dla nieznajomego. Dlaczego zostawiasz cyfrowy ślad swojej rodziny otwarty dla każdego, kto chce zajrzeć?

Pytanie nie brzmi, czy powinieneś być dumny ze swoich dzieci. Pytanie brzmi, czy jesteś skłonny zaryzykować ich bezpieczeństwo w imię lajków.

Większość rodziców nie zdaje sobie sprawy, że jedno zdjęcie może ujawnić więcej informacji, niż zamierzali. W tle zdjęcia może znajdować się imię i nazwisko nauczyciela. Podpis może ujawnić porę dnia, kiedy Twoje dziecko jest zawsze samotne. Te szczegóły mają znaczenie.

Nie chodzi tu o zatrzymanie wszelkich interakcji społecznych. Chodzi o podejście strategiczne. Jeśli musisz coś opublikować, skorzystaj z ustawień prywatności. Nie „tylko dla przyjaciół”. „Tylko dla najbliższej rodziny”. I nawet wtedy należy zachować ostrożność. Znajomi znajomych mogą zrobić zrzut ekranu. Zrzuty ekranu mogą być rozpowszechniane. Rozproszone dane można agregować.

Zagregowane dane mogą zostać sprzedane. Sprzedane brokerom. Sprzedawane przestępcom.

Chronisz własność intelektualną swojej firmy. Chronisz swój login do pracy. Dlaczego zostawiasz swoje życie osobiste otwartą księgą? Ryzyko nie jest warte tymczasowego przypływu dopaminy.

Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz opublikowałeś zdjęcie swojego dziecka. Sprawdzałeś tło? Czy zastanawiałeś się nad metadanymi? Większość ludzi tego nie robi. I to jest problem.

Udostępnianie zdjęć rodzinnych w sieciach społecznościowych stało się nawykiem milionów ludzi. Jeśli jednak należysz do 40 procent użytkowników, którzy nie ograniczają dostępu do swoich profili, te obrazy stają się publiczne. Są widoczne dla każdego. W tym ludzie ze złymi intencjami.

Przestępcy wykorzystują Internet do szpiegowania swoich ofiar. To smutny fakt, ale to prawda. Publikowanie zdjęć dzieci staje się ryzykowne, jeśli towarzyszy im dane o lokalizacji. Pomyśl o typowym podpisie: „Mój mąż jest nieobecny w ten weekend” lub „Mały Johnny jest w końcu na tyle dorosły, że może zostać sam w domu”. Informacje te tworzą jasne okno na Twoje życie.

Nikt nie wierzy, że ich to spotka, dopóki tak się nie stanie. Bezpieczeństwo powinno być priorytetem podczas korzystania z mediów społecznościowych. Traktuj zdjęcia rodzinne jak inne sprawy prywatne. Wysyłaj je tylko do małego kręgu zaufanych przyjaciół i współpracowników. Zaufaj im, aby nie rozpowszechniali ich dalej.

Dlaczego publikowanie adresu i numeru telefonu jest poważnym błędem

Po zabezpieczeniu zdjęć następnym krokiem jest ochrona danych kontaktowych. Umieszczenie adresu domowego i numeru telefonu w profilu publicznym jest poważnym błędem. To usuwa barierę między Tobą a niechcianymi kontaktami.

Prześladowcy nie muszą zgadywać, gdzie mieszkasz, jeśli masz to wydrukowane na ekranie, do którego mają dostęp. Numer telefonu pozwala na bezpośrednie nękanie. Pozwala to na doxxing, podczas którego dane osobowe są publikowane z zamiarem wyrządzenia szkody.

Ochrona adresu domowego i numeru telefonu to nie tylko kwestia prywatności. Jest to kwestia bezpieczeństwa fizycznego.

Rozważ warstwy wpływu:
Linia widzenia: każdy może zobaczyć informacje.
Wyszukiwanie: Dane mogą być agregowane przez osoby atakujące.
Podszywanie się pod inne osoby: numerów telefonów można używać do wymiany kart SIM lub phishingu.

Większość ludzi uważa, że ​​ich lista znajomych zapewnia wystarczające bezpieczeństwo. To jest błędne. Przyjaciele się zmieniają. Konta są hackowane. Następują wycieki danych. Zachowując prywatność swojego adresu i numeru telefonu, zachowujesz kontrolę nad tym, kto i w jaki sposób może się z Tobą kontaktować.

To jest część 6 z 11 tego samego artykułu – kontynuacja. Kontynuuj w powiązaniu z poprzednią częścią. NIE dodawaj nagłówka, wstępu ani zakończenia H1. Jeśli potrzebujesz tytułu, użyj tylko ### (nigdy # ). NIE wspominaj o numerach części ani numeracji w żadnym miejscu wyników.

Sklasyfikuj to jako zagrożenie bezpieczeństwa. To proste równanie, ale ludzie cały czas popełniają w nim błędy. Publikujesz swój adres i numer telefonu w serwisie społecznościowym i nie jest to tylko sposób na poznanie nowych przyjaciół. Oddajesz klucze do swojego życia.

Kradzież tożsamości nie polega wyłącznie na włamaniu się do serwera. Często jest to atak na ty.

Napisz, że jedziesz na wakacje. Dodaj do tego swój adres. Gratulacje. Każdy z Twoich subskrybentów wie teraz, że Twój dom jest pusty. Złodzieje nie są zainteresowani Twoimi zdjęciami z podróży. Interesują ich pusty dom. Przyjdą po wszystko, co wartościowe.

Jednak szkody nie ograniczają się do fizycznej kradzieży.

Osoby atakujące mogą odwiedzić Twoją skrzynkę pocztową. Wystarczy kilka informacji, aby wydać kartę kredytową na Twoje nazwisko. Dowiesz się o tym dopiero, gdy Twoja zdolność kredytowa spadnie.

A teraz o numerze telefonu.

Samo opublikowanie numeru telefonu umożliwia osobom znającym się na Internecie łatwy dostęp do Twojego adresu. Postrzegamy to jako sposób komunikacji. Ale nie uważamy tego za hasło.

Usługi wyszukiwania wstecznego mogą udostępnić każdemu Twój adres domowy, jeśli podasz numer telefonu.

To elementarne. Jedno wyszukiwanie. Dwie sekundy. Twoja ulica, miasto, kod pocztowy. Wszystko znika.

Dlaczego Twój numer telefonu to cyfrowy modem

Większość użytkowników postrzega swój numer telefonu komórkowego jako oznakę tożsamości. On jest wyjątkowy. Jest powiązany z kontami bankowymi. Służy do uwierzytelniania dwuskładnikowego. Ale w sieciach społecznościowych? To tylko garść liczb.

Hakerzy i brokerzy danych nie muszą łamać szyfrowania. Muszą tylko połączyć kropki.

Zamieszczasz zdjęcie swojego nowego samochodu.
Określ geolokalizację.
Wpisz swój numer telefonu w sekcji „O mnie”.

Masz teraz pełny profil. Nazwa. Adres. Transport. Dane kontaktowe.

Tu nie chodzi o paranoję. Mówimy o agregacji danych. Firmy sprzedają te informacje. Zbierają je przestępcy. Bariera wejścia jest niższa niż kiedykolwiek.

Cena wygody

Każdego dnia zamieniamy prywatność na wygodę.

„Zapisz mój adres, aby przyspieszyć płatność.”
„Połącz swój telefon w celu weryfikacji.”
„Zezwól na usługę lokalizacyjną”.

Każde kliknięcie wydaje się nieszkodliwe. Każde pozwolenie wydaje się konieczne. Ale razem tworzą dokumentację.

Usługi wyszukiwania wstecznego to najtańszy i najszybszy sposób zamiany numeru telefonu na adres fizyczny.

„Usługi wyszukiwania wstecznego mogą udostępnić każdemu Twój adres domowy, jeśli podasz numer telefonu”.

Oznacza to, że Twój ślad cyfrowy ma fizyczne łącze. Możesz także przeciągnąć wiązania ze sobą.

Co możesz teraz zrobić

Nie musisz znikać. Musisz po prostu stać się mądrzejszy.

  • Przeprowadź audyt swoich profili. Sprawdź każdą sieć społecznościową. Usuń swój numer telefonu. Usuń swój adres.
  • Dostosuj ustawienia prywatności. Spraw, aby posty były widoczne tylko dla znajomych. Nie dla wszystkich. Nie dla przyjaciół znajomych. Tylko dla przyjaciół.
  • Użyj numeru tymczasowego. Aby się zarejestrować? Do aplikacji randkowych? Użyj dodatkowego numeru. Twój główny numer pozostaje poza publicznym Internetem.
  • Przerwa przed opublikowaniem. Myślisz o wakacjach? Napisz po powrocie. Myślisz o nowym domu? Nie oznaczaj go geotagiem, dopóki nie mieszkasz tam przez sześć miesięcy.

Tu nie chodzi o strach. Chodzi o kontrolę.

Szerszy kontekst

Twój numer telefonu jest większy

Iluzja prywatności w kanałach publicznych

Można założyć, że ludzie trzymają swoje dane finansowe w tajemnicy. Ale to nieprawda. Podczas recesji w latach 2008–2009, kiedy banki upadały, a rynki spadały, dynamika wchodzenia do Internetu była ogromna. Ten impuls jest niebezpieczny.

Losowy komentarz na Twojej tablicy na Facebooku może ujawnić całe Twoje życie finansowe. Wyobraź sobie, że piszesz: “Nie panikuj. Udajemy się do lokalnej kasy pożyczkowej i trzymamy głównie akcje blue chipów. Przechodzimy przez ten okres. “

Jeśli Twój profil jest ustawiony na publiczny lub częściowo publiczny, właśnie oddałeś swoją kartę złodziejom. Teraz wiedzą, gdzie są Twoje pieniądze i jakie instytucje nimi zarządzają. Dla około 40 procent użytkowników otwartego dostępu nie jest to hipotetyczne ryzyko. To otwarte drzwi.

To, co wydaje się nieszkodliwą pogawędką, jest w rzeczywistości cennymi danymi. Rozwiązanie jest proste. Przestań rozmawiać o swoich pieniądzach w Internecie.

Twoje hasło: ostatnia linia obrony

Jeśli Twoje media społecznościowe są publiczne, jedyną prawdziwą ochroną jest hasło. Jednak większość ludzi traktuje to jako rekomendację.

Używamy tych samych haseł do różnych usług. Używamy dat urodzenia. Uważamy, że „Hasło123” jest dowcipne. To jest błędne. To jest zaproszenie.

Kiedy powiesz nam, gdzie służysz, złodzieje będą wiedzieć gdzie. Kiedy użyjesz słabego hasła, otrzymają klucz.

Nie ułatwiajcie im tego.

Koszt zaufania i współdzielonych danych uwierzytelniających

Wydaje się to zdrowym rozsądkiem, ale nadal zajmuje wysokie miejsce na liście błędów bezpieczeństwa Facebooka. Logika jest prosta: współdzielone poświadczenia tworzą zależność, która może łatwo przekształcić się w lukę w zabezpieczeniach. Nie chodzi tu tylko o to, że osoby z zewnątrz mogą włamać się na Twoje konto. Chodzi o ludzi, którym ufasz. Pary często postrzegają hasła jako symbol intymności. Dajesz swojemu partnerowi dostęp do sprawdzania poczty e-mail i przesyłania zdjęć. Wydaje się bezpieczne. To wydaje się normalne.

Wtedy związek się kończy.

Nagle ten dostęp staje się bronią. Jeśli Twój były zna Twoje dane logowania i chowa urazę, widzi coś więcej niż tylko Twoje zdjęcia. Kontroluje Twoją cyfrową tożsamość. Jesteś zmuszony usunąć konta, ostrzec znajomych i zacząć wszystko od nowa. Jeśli zachowałeś hasło w tajemnicy, mogłeś po prostu je zmienić lub zignorować dramat. Zamiast tego pozostaje Ci zhakowany profil i ujawnione dane powiązane z innymi usługami. Rozwiązanie jest trudne: zachowaj hasło dla siebie. Żadnych wyjątków.

2: Wskazówki dotyczące hasła

Alternatywą dla silnego hasła jest często pole „podpowiedzi”. Został zaprojektowany, aby pomóc Ci zapamiętać, co wpisałeś. Z punktu widzenia bezpieczeństwa jest to kompletna porażka. Typowym przykładem jest ustawienie podpowiedzi na „nazwisko panieńskie matki” lub „imię pierwszego zwierzaka”. Każdy, kto cię choć trochę zna, może się domyślić. Inżynieria społeczna jest najłatwiejszym wektorem ataku, ponieważ nie wymaga żadnych umiejętności technicznych. Musisz po prostu z kimś porozmawiać.

Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz resetowałeś hasło. Najprawdopodobniej poproszono Cię o odpowiedź na pytanie zabezpieczające. Oto odpowiedzi, które udzieliłeś podczas pierwszej rejestracji. Służą jako zapasowa metoda logowania, jeśli hasło główne nie działa.

Większość bezpiecznych witryn przechowujących dane osobowe wymaga hasła. Dają także podpowiedź lub zmuszają do odpowiedzi na pytanie. Typowymi przykładami są imię Twojego pierwszego psa, nazwisko panieńskie matki, maskotka Twojej szkoły średniej lub ulica, przy której mieszkałeś jako dziecko.

Odpowiedzi te muszą pozostać poufne. Są kluczem do Twojej cyfrowej tożsamości.

Teraz spójrz na swoje profile w mediach społecznościowych. Facebooku. Świergot. Instagrama. Czy publikujesz posty o tym, gdzie dorastałeś? Czy wspominasz o swoich byłych zwierzętach? Czy udostępniasz szczegóły dotyczące historii swojej rodziny?

Może się to wydawać nieszkodliwe. Wygląda na to, że po prostu dzielisz się historią. Ale to nie jest nieszkodliwe.

Złodzieje tożsamości skanują te platformy. Szukają kawałków układanki. Możesz opublikować zdjęcie swojego starego domu. Możesz oznaczyć znajomego ze szkoły. Możesz wspomnieć o swoim zwierzaku z dzieciństwa w swoim statusie.

Każda publikacja dostarcza im danych. Każdy szczegół przybliża je do Twojego konta bankowego.

Publikowanie odpowiedzi na pytania zabezpieczające w mediach społecznościowych może okazać się ostatnim brakującym elementem układanki potrzebnej do włamania się na Twoje konto bankowe.

Złodzieje nie muszą zgadywać tych odpowiedzi. Mogą je znaleźć za pomocą kilku kliknięć. Nie muszą łamać szyfrowania. Potrzebują tylko, żebyś dobrowolnie przekazał te informacje.

Pomyśl o procesie. Rejestrujesz się w bankowości internetowej. Utwórz silne hasło. Myślisz, że jesteś bezpieczny. Następnie skonfiguruj pytania zabezpieczające. Wybieraj odpowiedzi łatwe do zapamiętania.

Następnie publikujesz coś w mediach społecznościowych. Opowiedz nam o swoim dzieciństwie. Podziel się historią swojej rodziny. Świętujemy Twoją starą szkołę.

Złodziej łączy kropki. Widzi w komentarzu imię Twojego pierwszego psa. W podpisie rodzinnego zdjęcia widzi panieńskie nazwisko swojej matki. Widzi Twoją szkołę w informacjach o Twoim profilu.

Próbuje zresetować hasło. Wpisuje swoje odpowiedzi. Uzyskuje dostęp do Twojego konta bankowego.

To nie jest hipotetyczny scenariusz. To zdarza się każdego dnia.

Co robić?

Po pierwsze, przestań publikować rzeczy, których nie chcesz upubliczniać. Załóżmy, że wszystko, co publikujesz, jest publiczne. Załóżmy, że można to znaleźć poprzez wyszukiwanie. Załóżmy, że tak pozostanie na zawsze.

Po drugie, traktuj pytania zabezpieczające jak hasła. Jeśli to możliwe, nie używaj prawdziwych odpowiedzi. Jeśli używasz prawdziwych odpowiedzi, często je zmieniaj. Nigdy nie publikuj odpowiedzi w Internecie.

Po trzecie, sprawdź swoje ustawienia prywatności. Upewnij się, że Twoje posty nie są widoczne publicznie. Upewnij się, że nieznajomi nie widzą Twojej listy znajomych. Upewnij się, że nie widzą Twoich zdjęć.

Sieci społecznościowe są wygodne. Jednoczą nas. Ale czynią nas także bezbronnymi. Uważaj, czym się dzielisz. Pomyśl zanim opublikujesz.

Od tego zależy Twoje konto bankowe. Od tego zależy Twoja tożsamość.

Pomyśl o tym. Ile aspektów swojego życia transmitujesz? Czy warto ryzykować? Odpowiedź nie zawsze jest oczywista. Ale ryzyko jest realne.

Chroń swoją cyfrową tożsamość. Zapobieganie włamaniom jest łatwiejsze niż naprawianie jego konsekwencji.

Iluzja kontroli na platformach społecznościowych

Możesz przełączać wszystkie dostępne przełączniki prywatności. Możesz blokować profile, ograniczać tagi i zawęzić listę osób, które widzą Twój kanał. Wszystko to nie ma znaczenia, jeśli publikujesz treści. W momencie, gdy informacja trafia do Twojego kanału, jest ona poza Twoją kontrolą. Może ją zobaczyć każdy.

Pomyśl o tych quizach. Ankiety. Gry „Którą postacią z serialu komediowego jesteś?” Wypełniasz je, bo to fajna zabawa. Są interaktywne. Klikasz „zgadzam się”. Wtedy zaczyna się prawdziwe niebezpieczeństwo. Badanie 150 najpopularniejszych aplikacji na Facebooku przeprowadzone na Uniwersytecie Wirginii dało rozczarowujące wyniki. 90% tych aplikacji uzyskało dostęp do informacji, których nie potrzebowały do ​​działania.

W ten sposób aplikacje społecznościowe zbierają dane. Aby pokazać Ci quiz, potrzebują czegoś więcej niż tylko Twojego imienia i nazwiska. Potrzebują Twojej sieci kontaktów. Twoje zdjęcia. Historia Twoich ruchów. Kiedy zapisujesz się do głupiej ankiety, programista otrzymuje Twoje dane osobowe. Otrzymuje Twój wykres społecznościowy. Nie jest jasne, gdzie te dane trafiają po ukończeniu gry. Mogą zostać sprzedane. Można go używać do reklamy ukierunkowanej. Mogą być skutkiem naruszenia bezpieczeństwa danych.

Model biznesowy opiera się na wymianie informacji. To, co uznasz za poufne, może zostać ujawnione. Potem ponownie otwarte. I znowu. Zanim się zorientujesz, ktoś, kogo nawet nie znasz, ma dostęp do czegoś osobistego. Definicja prywatności w mediach społecznościowych jest niepewna. To subtelne. Łatwo to złamać.

„W razie wątpliwości nie publikuj” to nie tylko motto. To jest strategia przetrwania. Wszystko, co udostępnisz, może wycieknąć. To może być zrzut ekranu. Kryjówka. Skrobaczka. Złośliwa aplikacja. Internet nie zapomina. Nie usuwa. To się replikuje.

Im więcej publikujesz, tym bardziej się ujawniasz. Im więcej aplikacji się połączysz, tym szersza będzie sieć. Zamieniasz prywatność na zaangażowanie. To transakcja, którą dokonujesz każdego dnia, nawet o tym nie myśląc. Ale cena jest realna. Twoje dane nie są już Twoje, gdy opuszczą ekran. Należą do platformy. I aplikacje. I reklamodawcy. I potencjalnie dla atakujących.

Bądź ostrożny. Uważaj, w co się pakujesz. Zapytaj, dlaczego aplikacja potrzebuje Twojej listy znajomych, aby wskazać Ci Twój ulubiony kolor. Odpowiedź prawie nigdy nie brzmi, że tego potrzebuje. Odpowiedź jest taka, że ​​chcą wiedzieć. O tobie. I o wszystkich, których znasz.

Cyfrowy ślad, który po sobie zostawiasz, jest trwały. Nawet jeśli usuniesz post. Nawet jeśli usuniesz swoje konto. Dane mogą już być online. Zapisano. Przeanalizowano. Używany. Nie możesz ich zabrać z powrotem. Możesz mieć tylko nadzieję, że nie powiedziałeś nic ważnego.

Poprzedni artykułCo oznacza CC w e-mailu i kiedy należy go używać
Następny artykułWindows 8: Microsoft stawia na ekrany dotykowe i kafelki