W 2017 roku Ryan miał trzy lata w Chicago. Halloween już minęło, a chłopiec przebywał na oddziale intensywnej terapii. Jego matka nie przemawiała na głównych forach krajowych. Zwróciła się do EveryBlock. Prośba była prosta: sąsiedzi zechcieliby za trzy dni ponownie zorganizować Halloween dla dziecka, które je przegapiło? Odpowiedzi napływały ze wszystkich stron.
A potem jest historia pary z Columbus w stanie Ohio. 2014 Zalanie piwnicy. Zaczęli rozpaczliwie wzywać pomocy na Facebooku i Twitterze. Prawdziwa pomoc nadeszła z Nextdoor. Jeden z użytkowników porównał to do życia w społeczności Amiszów, gdzie ktoś dzwoni, a ludzie po prostu przychodzą, by pomóc.
Te historie nie są wyjątkiem. Wyjaśniają, dlaczego lokalne sieci społecznościowe online stały się integralną infrastrukturą współczesnych dzielnic. Nextdoor to gigant w tej przestrzeni, działający w ponad 168 000 dzielnic w Stanach Zjednoczonych. To ogromny skok w porównaniu z 40 000 w 2014 r. Wielka Brytania, Niemcy i Holandia nadrabiają zaległości. Ale to nie tylko Nextdoor. Luki wypełniają Neighborland, E-Democracy i tysiące prywatnych grup na Facebooku.
Dołączenie do tych przestrzeni to coś więcej niż tylko kliknięcie przycisku i wejście. Musisz udowodnić, że tam mieszkasz. Lub uzyskaj pozwolenie od administratora. Wymagane prawdziwe imiona i nazwiska. To bufor chroniący przed toksycznością, jaką tworzy anonimowość.
Mobilizacja jest ważniejsza niż rozmowa
Rosta Farzan, adiunkt na Uniwersytecie w Pittsburghu, bada te cyfrowe place miejskie. Zapytaj ludzi, dlaczego dołączają, a porozmawiają o powiązaniu. O prawdziwych interakcjach międzyludzkich. Dbają o kontekst lokalny. Nie mają tej samej zdolności emocjonalnej do rozwiązywania problemów, z którymi nie mają do czynienia na co dzień.
Porównaj to z Facebookiem lub Twitterem. Wiadomości międzynarodowe. Film z kotami. Krzyk polityczny. Kanał jest nieograniczony i globalny.
Miejsca dla dzielnic są różne. Głównym czynnikiem jest mobilizacja. Potrzebujesz czegoś. Chcesz korzystać z lokalnych zasobów. Zaangażuj sąsiadów w wyprzedaż na podwórku. Uzyskaj rekomendację wykonawcy. Zablokuj kompleks parkingowy.
Kiedy te sieci działają, łączą w sobie pomysłowość. Składka. Działanie. Ludzie, którzy najbardziej interesują się grą.
Ale praktyka jest bardziej skomplikowana niż teoria.
Ciemna strona cyfrowej werandy
Chris Englert mieszka w Denver. Stworzyła grupę na Facebooku dla nowego osiedla. Miało być przyjacielsko i pouczająco. Ale wszystko zamieniło się w niekończącą się debatę na temat psich odchodów. Lżenie. Mimo zasady, żeby nie publikować tego, czego nie powiedziałbyś komuś w twarz, sąsiedzi zamienili się w tyranów.
Zauważył to bloger z Filadelfii. Zauważyła, że dziewięć z dziesięciu postów było negatywnych. Nikomu nie zależało na zmianie status quo. Zamieszczanie postów na grupie zamkniętej nie jest równoznaczne z aktywnością obywatelską. To po prostu wybuch emocji.
Dochodzi jeszcze kwestia profilowania rasowego. W 2015 roku pociąg East Bay Express w Oakland odkrył niepokojącą tendencję w dziale „Przestępczość i bezpieczeństwo” firmy Nextdoor. Sekcja miała stać się cyfrową Strażą Sąsiedzką. Zamiast tego ludzie oznaczali „podejrzaną aktywność”, która nie wyglądałaby podejrzanie, gdyby osoba nie była czarna lub nie miała na sobie bluzy z kapturem.
Sąsiad nie zignorował tego. Przeprojektowali system raportowania. Stworzyli Centrum zasobów dotyczące profilowania antyrasistowskiego. Przed opublikowaniem użytkownicy proszeni są teraz o rozważenie, czy zgłosiliby to samo, gdyby osoba była innej rasy. Zgłoszenia muszą zawierać konkretne cechy identyfikacyjne, a nie tylko rasę czy płeć.
Kelsey Grady, dyrektor ds. komunikacji globalnej w Nextdoor, twierdzi, że platforma jest dumna ze spadku liczby problematycznych postów. Liczby potwierdzają jej słowa.
Co ludzie faktycznie publikują
Z badań Farzana wynika, że bezpieczeństwo nie jest głównym motywatorem. Potwierdzają to własne dane Nextdoor. Najpopularniejszą sekcją jest „Reklamy”. Przedmioty na sprzedaż lub do rozdania. Stanowi to 32 procent wszystkich postów.
Na drugim miejscu znajdują się „Zalecenia” z 24 proc. Ludzie chcą wiedzieć, który mechanik jest najlepszy. Który hydraulik jest najlepszy? Która restauracja jest najlepsza?
Wiadomości lokalne to trzeci filar. To jest powód, dla którego ludzie gromadzą się na tych stronach. Facebook o tym wie. Mark Zuckerberg ogłosił plany promowania większej liczby wiadomości lokalnych w swoich kanałach. Google testuje aplikację o nazwie Bulletin. Umożliwia użytkownikom utrwalanie lokalnych historii — filmów przedstawiających zalany potok, zdjęć brzoskwiń na targu — i natychmiastowe udostępnianie ich sąsiadom.
Atrakcyjność w konkretnym ujęciu. To praktyczne. Ale jest też kruche.




















