Jak Raspberry Pi rozwiązało kryzys programowy w Wielkiej Brytanii

13

Mniej studentów ubiegało się o stopnie naukowe w Cambridge. Ci, którzy zgłosili się, nie mieli praktycznie żadnych umiejętności programowania. Tę niepokojącą tendencję zauważyli badacze z Laboratorium Informatyki w połowie XXI wieku. W latach 90. kandydaci często pochodzili z domów wyposażonych w łatwe do zaprogramowania maszyny. Do 2000 roku to doświadczenie zniknęło.

Różnica nie była tylko akademicka. Był towarzyski. Gospodarka i systemy edukacyjne zmieniały się w taki sposób, że naprawienie problemu stawało się coraz trudniejsze. Ale był jeden konkretny powód, który niewielka grupa naukowców uważała za możliwy do rozwiązania. Zdali sobie sprawę, że brak niedrogiego sprzętu pozbawia następną generację doświadczenia w programowaniu.

Globalny niedobór umiejętności

Ta luka w wiedzy programistycznej zaczęła się pogłębiać. To nie był już tylko problem uniwersytetu. Stało się to problemem rynku pracy. Uczniowie przychodzili na zajęcia wymagające dodatkowego szkolenia, zanim w ogóle zrozumieli podstawowe pojęcia. Skutki były widoczne poza granicami. W Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i innych krajach na przestrzeni pierwszej dekady XXI wieku liczba absolwentów informatyki stale spadała.

Obawiano się, że utrzymujące się niedobory zaszkodzą konkurencyjności kraju i przyszłej innowacyjności.

Konsekwencje były natychmiastowe. Branża gier, niegdyś bastion brytyjskich talentów, zaczęła pozostawać w tyle. Globalny niedobór wykwalifikowanych specjalistów IT stał się normą. Pomimo słabej gospodarki popyt na takich pracowników utrzymywał się na wysokim poziomie. Jesteśmy zależni od usług cyfrowych i wygody, jaką zapewniają komputery na co dzień. Kto stworzy samochody autonomiczne, roboty sprzątające domy i gry wideo nowej generacji, jeśli nikt nie umie programować?

Stwórz rozwiązanie

Odpowiedź przyszła od nieoczekiwanego zespołu. W 2006 roku Eben Upton z Wydziału Informatyki Uniwersytetu w Cambridge współpracował z Robem Millinsem, Jackiem Langiem i Alanem Mycroftem. Dołączyli do nich Pete Lomas z Norcott Technologies i David Braben, współtwórca legendarnej gry Elite. Ich cel był prosty. Stwórz tani, programowalny komputer. Dostarcz to jak największej liczbie dzieci.

Ustalili rygorystyczną cenę docelową. 25 USD za urządzenie. To był mniej więcej koszt jednego podręcznika. Planowali także wypuścić nieco droższy model dla tych, którzy potrzebowali dodatkowej mocy. Praca ta doprowadziła do powstania Raspberry Pi Foundation, organizacji charytatywnej, której celem jest ożywienie podstaw informatyki.

Rewolucja wielkości mapy

Do roku 2012 wizja ta stała się namacalnym produktem. Raspberry Pi zostało wprowadzone na rynek. Był wielkości karty kredytowej. Był w pełni funkcjonalny. Miał nowoczesne możliwości multimedialne wysokiej rozdzielczości. To było niedrogie.

To urządzenie było czymś więcej niż tylko sprzętem. Było to narzędzie do odwrócenia trwającego dekadę upadku edukacji technicznej. Dzięki temu programowalne przetwarzanie danych wróciło do salonu. Dało dzieciom możliwość dotknięcia kodu rządzącego światem. Od wielu lat różnica między kandydatami z lat 90. i 2000. pozostaje duża. Ale tutaj pojawiła się szansa, aby to zmniejszyć. Jedna mała opłata na raz.

Poprzedni artykułJak stworzyć reklamę banerową: od samodzielnego opracowania kodu po profesjonalne formaty Rich Media
Następny artykułPrzyszłość telefonów komórkowych jest w niebie